Każda szanująca się sztuka teatralna musiała ongi mieć intermedium. Najlepiej z baletem. Ja mam nieco kłopotu z wciśnięciem się w baletowe tiule, więc zamiast pląsów będzie to, co lubię najbardziej – jedzenie.
Dziś przepis na narodową zupę imperium (mniam) Szczi (щи) z kilkoma słowami komentarza.
Aby zrobić dobre szczi potrzeba trzech rzeczy – tłuszczu, kapusty i serca. Bo gotowanie bez serca to jedynie podtrzymywanie funkcji życiowych – nuda.
Co ty wiesz o szczi!
Ta zupa ma wiele odmian, w zasadzie co kucharz to odmiana. Niezmienne pozostają jedynie trzy wymienione wcześniej składniki.
A zatem:
najpierw ugotujemy bulion z tłustego kawałka wołowiny – mostek będzie w sam raz – zalewając te pół kilo mięsa około dwoma litrami wody. Pogotujmy mięso 10 minut, odlejmy wodę, wymyjmy garnek, wymyjmy mięso, wstawmy kolejne dwa litry wody i gdy zawrze (nie wcześniej) włóżmy mięso ponownie. Jak żal Ci tego tłuszczu, co to go właśnie wylałem, to po prostu odszumuj.
Bulionik tak z godzinkę, półtora się pogotuje, wołowina zmięknie, skubana, a my przygotujemy warzywa:
zetrzyj na tarce, na najgrubszych oczkach, dużą pietruszkę, dużą marchew, pokrój drobniutko dużą cebulę i poszatkuj pół kilo białej kapusty.
A teraz rozgrzej patelnię (bulion się dalej gotuje), rozpuść dwie duże (naprawdę duże, nie bój się cholesterolu i nie licz kalorii) łyżki masła, podsmaż cebulę, gdy się zeszkli wrzuć startą marchew i pietruszkę i wszystko razem przesmaż kilka minut.
Bulionik wesoło bulgoce, warzywa przygotowane, mamy troszkę czasu dla siebie.
Szczi można gotować na mięsie, na wywarze w warzyw, czy bulionie grzybowym, albo rybnym (choć ja za takim nie przepadam). Można zamiast kapusty słodkiej dać kwaszoną, można je wymieszać. Eksperymenty ze szczi to sól gotowania zup. Ja podaję przepis na takie, jak sam robię, co nie znaczy, że masz się go niewolniczo trzymać.
Rzut oka na zegarek. Jeszcze jest chwila. Pradałżajem.
Szczi jedzono na Rusi od zawsze. Albo coś koło tego. Moje szczi bazuje na staroruskim, zwykłym. Jest jeszcze wersja bogata, z większą ilością warzyw i delikatniejszym mięsem, jest wersja chlebowa, wegetariańska, jaką tylko sobie wymarzycie. To tak, jak z blinami, czy pielmieniami. Szczi to jedna z tych rzeczy, która określa świadomość – jak nieśmiertelny byt, tri bagatyria, wódka w pociągu i milicjant na każdym rogu, albo lepiej dwóch.
O, bulionik dochodzi.
Wyjmijmy mięso, pokrójmy na kawałki – niech nie będą ani małe, ani regularne. Wrzućmy je do zupy, dodajmy to, co usmażyliśmy i kapustę.
I to by było na tyle, jeśli chodzi o klasykę. Gotujemy pół godziny, przyprawiamy do smaku solą i mielonym pieprzem, dwoma liśćmi laurowymi, i nalewamy na talerze.
Ja jednak robię szczi nieco inaczej.
Po wrzuceniu kapusty, marchwi, pietruszki i cebuli obieram ziemniaki, kroję w kostkę i wrzucam po pierwszych dziesięciu minutach. Po kolejnych dziesięciu dodaję soli, dwa laury, trzy goździki i 10 ziarenek zielonego, konserwowego pieprzu zielonego. Teraz jeszcze tylko kolejne 10 minut i szczi gotowe.
Jest jeszcze wersja letnia – na dwie-trzy minuty przed końcem gotowania wrzucam pokrojone w łódeczki soczyste, dojrzałe pomidory. A ze dwa.
Szczi podajemy z gęstą śmietaną – dwie porządne łyżki na talerz.
Pychota!
PS
Zdjęcia zrobiłem dzisiaj, zaraz po tym, jak ugotowałem wersję bez pomidorów.





8 comments
Comments feed for this article
5 kwiecień 2009 @ 8:25 pm
sebastian
Ой, очень вкусно ….
.
Przypomniał mi się ormiański “chaszlam”, też na bazie wołowego bulioniku z masą smakowitych dodatków.
6 kwiecień 2009 @ 11:19 am
Marisza
Szczi ! mmmm, pychota! ..tak zwana rosyjska odmiana kapuśniaczka. Wersja wzbogacona- barsz ukraiński.
)
A w pelmeni ty uże toże wlubilsia ili etot kajf eszio pered wami??
6 kwiecień 2009 @ 2:03 pm
pietka
Ну, про пельмени будет по-позже, но по настоящему я влюбился в блинчики да оладки.
7 kwiecień 2009 @ 10:03 am
Marisza
Блинчики и оладьи – это поэзия! К стати, как Масленница прошла?
7 kwiecień 2009 @ 10:33 am
pietka
Ну, как обычно, блинчики разные каждый день, игры и веселье, водки много
7 kwiecień 2009 @ 11:02 am
sebastian
Pytanie natury technicznej:
Do zupki dodajemy śmietany ukwaszonej czy tzw. “słodkiej”. Ze zdjęcia wynika, że to śmietana ukwaszona, bo “trzyma się kupy” na środku talerza i jest odpowiednio gęsta, tak że – jak napisałeś – ложки не зламай!. Jednak wolę się upewnić u źródła.
7 kwiecień 2009 @ 1:23 pm
pietka
gęstej, do zup, słodka to ona raczej nie jest, chociaż w drevniej rusi dawali pewnie słodką. Pamiętam, jak w osiemdziesiątych moja ciotka, która pracowała wtedy w mleczarni, przynosiła taka słodką, gęstą śmietanę, jak masło prawie. Nakładaliśmy ją na chleb, posypywaliśmy solą lub cukrem i jedliśmy. No, ale dzisiaj już tak nie ma, więc ukwaszona nam zostaje.
8 kwiecień 2009 @ 11:50 am
sebastian
Dziękuję.
Przy okazji przypomniałem sobie, że ja też widziałem i jadlem kiedyś taka śmietanę u mojej śp. babci, która mieszkała na wsi pod Łowiczem, miała krowy i robiła masło. To była smietana ! Nie te podróbki, które mają ponoć 36 % tłuszczu i nazywają sie tortowe. Ech… O tempora, o mores.